Może ktoś mi wytłumaczy dlaczego tak jest. Spotykasz miłego, interesującego chłopaka, myślisz sobie może to ten. Ale nic nie mówisz żeby go nie wystraszyć. On deklaruje Ci swoje uczucia. Ty w nie wierzysz. A gdy Ty otwierasz swoje serce to On odwraca się na pięcie i mówi, wiesz to nie ma sensu, zostańmy przyjaciółmi a potem i to nie przechodzi próby czasu.
Co robię źle?
sorry dziewczyny ale z tego co zauwazyłem to w momencie tw którym się otwieram i pierwszy mówie o swoim zaangarzowaniu i uczuciach to najczesciej koniec imprezy ... wiec wcale nie jest tak jak mówicie - ja mam do Was takiego pecha ze normalnie az płakać mi się chce, wiec to wcale nie jest tak ze to my jestesmy Ci źli
ZGADZAM SIE Z TOBA Z TYM CO PISZESZ
Ty nie robisz nic źle... Ten typ (te typy...) tak ma... I z tego nie wyrasta...
co robisz źle? aż tak źle że on odwraca się na pięcie.
hmm, trudno powiedzieć.


to nie jest tak, że faceci są źli, albo kobiety. To zależy od typu człowieka, jego wewnętrznych przekonań. W sytuacji gdy jedna osoba rezygnuje, da się to wyczuć i nieraz ciągnięcie czegoś co w jednym sercu nie istnieje dla tego drugiego może okazać się jeszcze boleśniejsze. Przemyśl to jaguine. Wszystko trwa dopóki sama tego chcesz.